Strona Główna

15 lat Stowarzyszenia

Historia Kamieńska

Herby z Kamieńskiem związane

Jeszcze słychać śpiew
i rżenie koni...


70 lat Ludowego Zespołu Sportowego ŚWIT

100 lat Ochotniczej Straży
Pożarnej w Kamieńsku


90-lecie powstania drużyny harcerskiej w Kamieńsku

45-lecie Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych w Kamieńsku

15-lecie odzyskania prawa miejskiego przez Kamieńsk.

Odsłonięcie i poświęcenie
pomnika Stanisława Sojczyńskiego
- Warszyca


Audiencja u Jana Pawła II

Uroczystości

Echo Kamieńska

Statut

Konkursy

Kontakt z Nami





















































na górę strony


MJR WŁODZIMIERZ ŁĄCZYŃSKI - kliknij po więcej


     

Urodził się w 1898 r. w Radymnie k/Przemyśla. Rodzice jego: pułkownik armii austro - węgierskiej Kazimierz Łączyński i Wanda Young. Do szkoły chodził w Przemyślu i tam zdał maturę. W 1917 r. został powołany do armii austro-węgierskiej. Walczył na froncie włosko - austryjackim. Został ranny pod rzeką Piara. W grudniu 1918 r. wstąpił do Wojska Polskiego. W latach 1919-1920 brał udział w walkach z ukraińcami i bolszewikami, w 6 pułku ułanów dowodzonym przez generała Wacława Iwaszkiewicza (na terenie Galicji, okolica Przemyśla i Stanisławowa. Do 1939 r. odbył służbę i awansował jako kawalerzysta (Łańcut, Kraków, Łuków, Białystok). W lecie 1939 r. został przeniesiony do Hrubieszowa na stanowisko zastępcy dowódcy pułku ( 2 pułk strzelców konnych). 24 IX mjr W. Łączyński lekko został ranny w nogę koło Chełma lubelskiego.


W listopadzie 1939 roku przedostał się na Węgry, a następnie do Francji. W maju i czerwcu walczył przeciw Niemcom. Do niewoli niemieckiej dostał się w lipcu 1940 r., przebywał w Dössel k/Kassel. 27 września 1944 r. Niemcy zrzucili z samolotu bombę która spadła w środek oflagu zabijając 97 polskich oficerów (wśród nich mojego stryja). Dopiero w latach 70-tych XX wieku doczekał się nagrobku na miejscowym cmentarzu. Ożenił się w 1922 r. z Heleną Błażowską (jej matka była z Macharskich, była siostrą dziadka kardynała Franciszka Macharskiego). Mieli dwóch synów Kazimierza urodzonego w 1923 r. i Jerzego urodzonego w 1927 r.

Jak podaje jeniec obozu i naoczny świadek płk. dypl. Bohdan Hulewicz w swoich wspomnieniach pod tytułem " Wielkie wczoraj w małym kręgu" na str. 266-267 /Instyt. Wydaw.. Pax / - "późną jesienią 1944 r. spotkała obóz jeniecki w Dössel największa klęska, potworna zbrodnia, jakiej dopuścili się Niemcy wobec bezbronnych jeńców. Niemiecka bomba 500 kg podmuchowa została zrzucona z samolotu w sam środek obozu. Podmuch był tak potężny, ze zmiótł z powierzchni 12 dużych baraków oraz barak - kaplicę. Straty ogromne, około stu zabitych i dwustu rannych, z nich połowa ciężko - bez oczu, bez nóg, bez rąk, straszliwie pokaleczonych. Zbombardowane baraki były drewniane, drzazgi powodowały rany szarpane, wywiązywały się później ropne rany, zgorzel. Szukanie i wynoszenie zabitych i rannych trwa do rana. Izba chorych od razu przepełniona, tonie w ciemnościach. Nie ma światła ani wody, nie ma też i opatrunków. W ostatnich dniach Niemcy pozabierali wszystkie materiały opatrunkowe i płyny dezynfekcyjne. W izbie chorych stawili się wszyscy nasi lekarze. Proszą byśmy przynieśli świece, pokrajali prześcieradła i bieliznę na szarpie, ponieważ nie mają czym opatrywać. I tak przez całą noc przy kopcących, migocących świeczkach amputowano, szyto, bandażowano. Nie dających znaku życia wynoszono do obszernej Sali widowiskowej naszego baraku teatralnego.

Do rana ani jeden Niemiec nie pokazał się w polskiej części obozu - wody nie otwarto, światła nie włączono. Dopiero rano w porze apelu zjawił się niemiecki komendant obozu płk. Karkowski i złożył na ręce polskiego gen. broni Leona Berbeckiego /starszego obozu / wyrazy obłudnego ubolewania. To wasi sprzymierzeńcy, dodał z sarkazmem, tak was urządzili

Niemcy wysilali się, by przekonać nas o angielskiej pomyłce, a niemiecki komendant obozu dał oficerskie słowo honoru, że Niemcy tego nie zrobili. A to najwymowniejszy dowód zbrodni niemieckiej, zaraz po wyzwoleniu obozu przez wojska amerykańskie przeszukaliśmy gruntownie kancelarię, biurka i szafę pancerną, znajdującą się w pomieszczeniach niemieckiej komendy obozu. Znaleźliśmy tam rozkaz zrzucenia bomby na nasz obóz. Dołączona była mapka z miejscem oznaczonym czerwonym krzyżykiem dokładnie tam, gdzie padła bomba. Oto tekst rozkazu wraz z tłumaczeniem:

Stichwort - Horridol/ Hasło- Horridol/ Bombe auf mitel punkt Polenlager werben/ Rzucić bombę w sam środek polskiego obozu/ krzyżyk w obwódce czerwonej, zakreślone czarną obwódką: Szwarc nicht vorhandene Baranek / tu nie ma baraków/. Zakreślone zieloną obwódką: Grün Deutscher Lagerteil. Keine Bombe abwerfen / Niemiecka część obozu. Tu nie rzucać bomby/.

Potwierdza to również por. Aleksander Sałacki b. jeniec obozu Oflag VI- B w swojej książce pt. "Jeniec wojenny nr 335"- wyd. Min. Obrony Narodowej 1973 r.- podając równocześnie pełny spis zabitych oficerów, podoficerów i szeregowych.

Na spisie tym figuruje mjr Mączyński Włodzimierz strona 250. Sałacki podaje równocześnie dokładną datę zbombardowania obozu 27.IX.1944 r.

Na podstawie zachowanych dokumentów w archiwach Comite International De La Creix- Rouge, Agence centrale de Recherches 7 Avenue De La Paix, Ch. 1211- Geneve- mjr Łączyński Włodzimierz 2 p.s.k. w wojnie z Niemcami był ranny na noge pod Chełmem 24.IX.1939 r. przeszedł granicę węgierską 29/ 30.XI.1939 r. i został internowany w Hidasnemeti /Węgry /. Następnie przedostał się do Francji, wstępuje do Wojska Polskiego /3 Dyw. Grenadierów/ i w bitwie pod Belle-en Mer, morbihan, 10.VII.1940 r. dostaje się do niewoli, internowany Frontstalag182, następnie Oflag: XIII- A, XXI-A, XXI-B, X-C i X- B - ginie 27.IX.1944 r. " lors du bombardement de Oflag Vi- B z dnia 20.IX.1944 r. - pisanej i podpisanej własnoręcznie przez Włodzimierza Łączyńskiego na 7 dni przed śmiercią.



Uzupełnienie
Kpt. Apoloniusz Zawilski w książce: "Bitwy polskiego września"- Warszawa 1972 r. Instytut Wydawniczy nasza Księgarnia, na str. 100 pisze " nocne uderzenie 2 p.s.k na Kamieńsk/ 4 dyw. Pancerna gen. Reinharda/- stało się prawdziwą epopeją i do końca życia utkwiło w pamięci jego uczestników. Dowódcą tej akcji był mjr Włodzimierz Łączyński, a jego oddział składał się z ochotników po 10-ciu na szwadron. Jako pierwszy zgłosił się kpr. Kozyra, obok niego podchor.. K. Szymura. poszczególne grupy prowadzili porucznicy: Gajewski, Kostarski, Gierasieński itd."




Tekst i fot. Jan Łączyński